Jej było skomplikowane od samego początku. Te przeprowadzki i mieszanie małemu dziecku w głowi.
Teraz Wie.. to nie jej wina, ani mamy.
Teraz Wie.. miłość się kończy.
Teraz Wie.. trzeba być silnym.
....ale było ciężko, "może " jeszcze całkowicie nie rozumiała całej tej sytuacji, a może nie chciała rozumieć?
Ponoć dzieciństwo kształtuje charakter człowieka. Czytając te słowa pomyślałam..
ale nie! nie do końca.
Przecież nie było tak źle...
Kochający dziadkowie, siostra i mama.. co prawda często za granicą, ale dorastała w miłości.
Dziękuję.
Wtedy nie myślała jaką tak naprawdę jest szczęściarą. To nic, że nie mogła do nikogo powiedzieć "tato" (to słowo było obcobrzmiące) ..to nic.. przecież ludzie mają gorzej.
Znalazła przyjaciół w "nowym mieście". Były "miłości", a raczej zauroczenia.
Tak mi się teraz przypomniało...urywek z pewnej rozmowy :
-"No, ale chyba ta nasza przygoda z miłością Cie czegoś nauczyła?
-Tak... Umiem już zamknąć się w sobie i idealnie udawać zadowolenie."
W końcu mała dziewczynka zaczęła się uśmiechać.. czasami udawać szczęście, ale przede wszystkim robić wszystko by bliscy byli szczęśliwi.
Uczyć się na pamięć Trenów Kochanowskiego.. żeby Babunia była dumna,
Odróżniać klucze w garażu..żeby Dziadek się uśmiechał..
i udawać że umie latać.. dla Mamusi.
Ma cały koszyk przygód,wspomnień w swojej głowie...ale o tym juz kiedy indziej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz